Szkolenie psów Warszawa - DOGadajcie się - Psy i dzieci...
o szkole oferta galeria kontakt

Psy i dzieci...

Wstęp

Tak odwieczne, a zarazem tak kontrowersyjne połączenie. Czy pierwsze pojawiają się w naszym domu dzieci, czy też psy- zawsze wymaga to od nas kolejnej pary albo pięciu par oczu, rąk i 5 razy więcej czasu. A jednak się jakoś udaje to wszystko pogodzić. Tylko przed pytamy się jak? Jak to zrobić, żeby pies był syty i bobo całe, albo na odwrót- bobo syte i pies cały ? Moja sytuacja życiowa sprawiła, że do rodziny z 3 psami dołączyło dziecko i ta sytuację mogę Wam przedstawić, a nuż wesprze Was to w codziennych zmaganiach lub ułatwi pokonanie pewnych barier, a może po prostu poprawi humor na chwilę.

Jeszcze rok temu nie byłam w stanie sobie wyobrazić, jakby to było mieć dziecko. Trzy psy - oszołomiasty młody labrador HipHop i dwa kundle - spokojny, 8 letni dziadek Neptun w typie laba oraz popaprana 5 letnia suka w typie amstafa po przejściach. Wystarczająco dużo, by mieć pracy na cały dzień, a jeszcze praca (szkoleniowca- taka jaką kocham, ale zawsze to mimo wszystko pracaJ) plus hobby uprawiane z mężem- rower, rolki, siłownia, psie zawody, koń i inne... Dzień zajęty od rana do wieczora, telewizor kurzył się w małym pokoju nie ruszany nie raz pół roku. Wynajmowane mieszkanie ( za prawie tyle ile wynosiła moja pensja..) na 4 piętrze bez windy, brak własnych mebli, mąż bez pracy itd. Generalnie życie zupełnie nie dostosowane do powiększania rodziny. Czasem tylko żartowaliśmy z Grzesiem "a co, gdybyśmy sobie jeszcze trochę skomplikowali życie?". To były żarty jedynie, ale nagle okazało się, że nasze 0,01% szansy poskutkowało małą Fasolką w moim brzuszku. I co teraz pytam? Zostało nam w zasadzie 6 miesięcy na zmianę prawie wszystkiego... Moim marzeniem była zmiana choć części rzeczy, byśmy w marcu kolejnego roku mogli się zająć dzieckiem, a nie mieszkaniem, kupowaniem mebli itp.

Nie pytajcie mnie jak udało nam się w pół roku wziąć ślub, znaleźć i kupić mieszkanie, umeblować je, przeprowadzić się, Grzesiowi znaleźć pracę, a przy tym jeszcze przygotować nasze sierściuchy na przybycie dziecka. Głównie dzięki rodzinie, która bardzo nam pomogła - materialnie, mentalnie i fizycznie nosząc wszystkie rzeczy z 4 piętra w dół, a potem na 2 piętro. No i dzięki wzajemnemu wsparciu ja-Grześ oraz instynktowi, który kazał nam brnąć naprzód mimo niepowodzeń, zwątpień, niewyspania, zimna, zmęczenia, bólu itd. Ale przez to przechodzi każdy na pewnym etapie życia.

Tak czy siak udało się wszystko i teraz nie jestem stanie sobie wyobrazić siedzenia przy komputerze bez córci śpiącej obok w kołysce (wyobrażam sobie tylko, że wisi mi na cycku lub kwęka, że chce więcej muzyki z pozytywki). Mam 2 miesięczne dziecko, wspaniałego męża i 3 psy. Suka -Lolita biega rano ze mną po kilka kilometrów, chodzi na powolne spacerki z Grzesiem i co kilka dni ćwiczy w ogródku taniec z psem, węszenie czy inne głupoty, HipHop jeździ co kilka dni ze mną na mokotów na 1,5-2 godzinne wycieczki po parkach i skwerach z przyjacielem w typie nowofundlanda. Neptun ćwiczy trochę do obedience, trochę się obija, biega za rowerem i chodzi na spokojne spacery do lasu. Albo po prostu włóczymy się po okolicznych krzakach. Każdy ma ok. 1,5 godziny dziennie aktywności poza domem, podzielonej na 3 spacery, nie zawsze wspólne. Akceptują i wręcz ignorują dziecko - jak jesteśmy w domu zwykle spokojnie śpią. Ale nie myślcie, że jesteśmy idealni, o nie! Nadal mamy swoje problemy, nadal psy są żywymi stworzeniami, a my zwykłymi ludźmi. Suka nadal szczeka na domofon, bo nie chciało nam się nad tym porządnie popracować, Hip szczeka jak zobaczy innego psa lub ktoś na niego wyskoczy zza winkla, a Nep... Nep nadal dałby się pokroić za jedzenie i będzie go szukał wszędzie :). Zawsze będzie coś do zrobienia, ale to dążenie do perfekcjonizmu to mój problem . To może nie o tym, tylko może o tym co i jak UDAŁO nam się zrobić!

A jak? A więc zaczynamy po kolei!

W trakcie ciąży

Pierwsze co zrobiłam, to przyzwyczaiłam psy do 2 spacerów dziennie. Początkowo pierwszy z nich trwał kilka godzin, zabierałam ich ze sobą do pracy- na kursy i konsultacje indywidualne. Czasem psy jeździły ze mną cały dzień jedynie co jakiś czas wychodząc na siku i krótki spacer, a resztę przesypiając w zacienionym, przewietrzanym, wychłodzonym Aga i Lolita lub ogrzanym samochodzie (zależnie do pogody) obok którego pracowałam (zawsze samochód oku, w sensie pod okiem, tzn pod kontrolą : ). Pomimo, że biegania było mało, to po całym dniu załatwiania spraw (który jak możecie się spodziewać dla kobiety w 5 miesiącu ciąży -o ile się da- jest już trochę krótszy...) psy wracały równie zmęczone jak ja. Oczywiście to układ specyficzny i idealny, nie każdy może zbierać psy do pracy, ale zabieranie ich choćby na zakupy to już wiele. Czasem trzeba będzie pójść na bazarek, a nie do centrum, czasem można poprosić ochroniarza o zerknięcie na samochód, czy znajomych, których się odwiedzi po drodze poprosić o popilnowanie psów. Generalnie polecam korzystać z pomocy innych ludzi, bo tylko w ciąży tak wiele osób się zgadza pomóc - pewnie w obawie przed myszami. Warto już w ciąży nadal wychodzić z psami, ale robić to przy okazji. Mnie do tego zmusiło tak naprawdę 4 piętro. Po powrocie do domu mogłam paść na ucho, a psy padały na posłanie, a nie musiałam biegać z psami kolejną godzinę plus pokonywać 8 pięter (4+4). Stopniowo spacery się skracały, aż doszłam do dwóch 20 minutowych na które ledwo się wytaczałam lub robił to za mnie zziajany i zabiegany przerażony mąż nie mający ni jak głowy do dłuższego chodzenia z psami.

Jaki był cel tego ograniczania psom ruchu skoro napisałam wcześniej, że 2 miesiące po porodzie już biegam z 3 na raz i osobno po 1,5 h? Otóż psy, podobnie jak my nie lubią nagłych zmian, a do tego nakładanie się wielu zmian powoduje ich większy stres. A zestresowany pies będzie na wszystko reagował znacznie gorzej (energiczniej, bardziej nerwowo, nie tak jakbyśmy chcieli). Nie chcielibyśmy, by kumulacja psiego stresu nastąpiła w momencie, gdy wracamy ze szpitala z maluszkiem, wszystko nas boli, nie mamy czasu ani sił na psy, prawda? Mało kto ma czas na trzy porządne spacery z psami świeżo po porodzie. Tak więc znacznie lepiej jest ograniczyć psom (powoli i rozsądnie) ruch już wcześniej, żeby ich organizm i psychika przyzwyczaiły się do tego. Wtedy zamiast wskakiwać nam i noworodkowi na głowę będą spokojnie spały (albo przynajmniej będą mniej wskakiwać : ). Dodatkowo, jeśli po porodzie tata będzie w domu i będzie miał czas na dłuższe spacery z psami (wszystko zależy od dziecka, bo każde jest inne oraz od pracy), może nawet będzie chciał się wyrwać z domu z psami - wtedy pies skojarzy, że przybycie malucha wiąże się z poprawą warunków bytowych - to korzystne skojarzenie :).

Co można robić z psem poza zabieraniem go na rundkę samochodem po mieście, czy na piechotę do sklepu? Wszystko to, co jest spokojną aktywnością - węszenie, uczenie czegoś nowego, kształtowanie z użyciem klikera - niech mózg psiaka pracuje. Z Lolą, która jest "problemowym" psiakiem kształtowałam wcześniej biorąc z wózka na ręce misia zawiniętego w kocyk (jak bobo). To było pierwsze skojarzenie dla Loli, że taki zwitek na rekach wróży coś miłego i co najważniejsze - myślenie. Rzucanie piłeczek może być wygodne, ale sprawi, że potem będziemy mieć psa rozbieganego, a czasu na zapewnienie mu tego biegania może później zabraknąć. Ja popełniłam ten błąd, że zdarzało mi się stać godzinę z trzema psami na łące i rzucać im piłki. Zapłaciłam za to nerwami, gdy te same psy później chciałam przeprowadzić po łące i pójść dalej, a one a skakały lub popiskiwały buzując się do akcji.

Dobrze też przyzwyczaić psa do częstego szczotkowania, bo po przybyciu dziecka może nam się coś przestawić i zaczniemy ciut inaczej patrzeć na psie kłaki (ja wolę spędzić 30 min dziennie na szczotkowaniu niż potem codziennie zamiatać, odkurzać i ściągać je z pieluch tetrowych). Szczotki o nazwie Furminator nie muszę już chyba nikomu polecać ;P? Czy może jednak ktoś nie zna jeszcze?

Oczywiście odrobaczenie i odkleszczowienie kropelką przed porodem. Ja zrobiłam sobie także przed porodem zapasy karmy, kongów i gryzaków (100 uszu i trochę żwaczy starczy nam mniej więcej na miesiąc na 3 psy). Później w braku czasu rzuca się psiakom tylko gryzaka, rozsypuje karmę po podłodze lub napełnia Konga i pies na trochę z głowy bez naszego wysiłku. Warto też zaopatrzyć się wcześniej w kaganiec (lepiej mieć takowy i nie użyć niż w pewnym momencie się stresować). Dobrze przygotowany pies powinien reagować dobrze, ale nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, a kaganiec przyda się choćby do autobusu. Oczywiście mam na myśli kaganiec z prętami -plasitkowy lub metalowy- duży, w którym pies może otworzyć psyk, ziajać i pić. Żadne tam nylonowe tutki, pamiętajcie, że to są kagańce dla weterynarzy, na chwilkę i wcale nie chronią otoczenia, a psa męczą. Duży w kufie, dopasowany w głowie, ciasno zapięty (nie da się go ściągnąć przez głowę) i oczywiście pozytywnie skojarzony kaganiec (nauczmy jego zakładania przez wkładanie do środka smaczków, a najlepiej kształtowaniem- niech pies sam z siebie wkłada pysk do środka - w razie potrzeby zgłoście się z tym do trenera).

W nowym mieszkaniu wprowadziliśmy psom zakaz wchodzenia do sypialni. To nie jest konieczne, ale ułatwia życie. W naszym przypadku zrobiliśmy to z kilku przyczyn - ponieważ rano kręcące się i bawiące nie raz 3 sierściuchy na pewno budziłyby nas i bobo, a to nie wskazane i nie usłyszałyby nic miłego w takiej sytuacji od niewyspanych rodziców... Po drugie ze względu na obecność dziecięcych ubranek i nowego dywanu, które chciałabym utrzymać we względnym niezakłaczeniu, a przy trzech kręcących się psach mała by była na to szansa (codziennie bym musiała odkurzać). Po trzecie moje psy mają w zwyczaju podnosić i podawać mi ( a jak śpię to sobie nawzajem...) wszystkie skarpetki, chusteczki, pieluszki, zabawki inne rzeczy, które przypadkowo upadły na podłogę. Wolę je wprowadzać w Aga i psy kontrolowanych sytuacjach w salonie i pokazywać im, że tego nie muszą i nie mogą podawać - niż w sypialni, przez sen, po porodzie, zła i ledwo żywa. Musze przyznać, ze 1 z 3 pokoi wolny od psów to był chyba najlepszy z pomysłów jakie wprowadziłam i ułatwił nam bardzo "dojście do siebie". Oczywiście przy jednym spokojnym psie sprawa ma się zupełnie inaczej. Jeśli ktoś ma psa śpiącego w łóżku i nie przeszkadza mu to- tak samo może z nim nadal spać. Nie ma to wpływu na żadną fikcyjną hierarchię czy posłuszeństwo psa, ale ma wpływ na nasze i psa samopoczucie - to są po porostu zasady, które raz wprowadzone nie powinny być zmieniane (a na pewno nie zmieniane w momencie pojawienia się dziecka, bo to grozi nam nieprzyjaźnią i rywalizacją pies-dziecko). Także upewnijcie się przed, czy pies na cichą komendę ( czy to jest "zejdź", czy "idź po na marchewkę do kuchni" czy "szukaj akceptacji gdzie indziej") reaguje schodząc. Jeśli nie- nauczcie go tego i od czasu do czasu spraszajcie z łóżka w różnych momentach. Może się to bardzo przydać, gdy świeżo upieczona mama obudzi się po raz 128 w nocy do małego krzykacza zmienić pieluchę okaże się, że ubranko jest całe mokre, pieluchy są w zasięgu ręki, ale żeby po nie sięgnąć musimy wsadzić nos w psi tyłek, który akurat poddaje obróbce zjedzone wczoraj świńskie ucho... Uwierzcie mi, że przepychanie wtedy nagle w nocy psa nie jest ani wygodne, ani bezpieczne, ani dobre dla psa.

A jak wprowadzić nie wchodzenie przez psa do pokoju? Oczywiście najłatwiej wprowadzając się do nowego domu od razu, ale można i wprowadzić to do pokoju niegdyś dostępnego. Drzwi od pokoju są zamknięte, jak tam wchodzimy nie wpuszczamy psa za sobą, mówimy "nie" lub "e-e" i zamykamy drzwi za sobą. Jak pies przestaje się "wpychać za nami" - możemy przestać zamykać drzwi, ale pilnujemy, b y nie wszedł za nami -zatrzymujemy go gestem, tudzież całym ciałem stanowiąc barierę i mówiąc tą samą komendę. Ja wykorzystuję też nauczoną wcześniej komendę "wyjdź" jeśli przednie łapki psiaka wejdą do pokoju (granica powinna być jasna- jest nią framuga). Jak nie możemy kontrolować psa- zamykamy pokój. Innym rozwiązaniem jest płotek taki jak dla dzieci, ale jeśli psa nie nauczymy, że nie wolno wchodzić przez stopowanie go mimo otwartego przejścia, to skażemy się na ciągłe zamykanie i otwieranie go, a to mało wygodne. Oczywiście nie wpuszczanie psa jednego pokoju ma sens wtedy, gdy przestrzeń pozostałych jest odpowiednio duża i to w pozostałych dzieje się najwięcej w ciągu dnia, tak by pies mógł w tym życiu nadal uczestniczyć!

Bardzo ważne jest już w trakcie ciąży zwrócenie uwagi na kilka rzeczy:
Czy mój pies reaguje na moje komendy np. siad i waruj, bez gestu, gdy mam dziwną pozycję, coś na rękach, kucam, nie patrzę na niego? Jeśli nie - weźcie na ręce misie i poćwiczcie - ćwiczcie w różnych momentach, gdy zajmujecie się np. prasowaniem lub układaniem dziecięcych ubranek. Najbardziej przydatne komendy to - waruj, siad, na miejsce, cofnij/wyjdź i e-e do wszystkiego (nie rusz tej pieluszki, nie podnoś zabawki, nie wchodź na ten kocyk). Takich zakazów i odsyłań będzie z dla psa znacznie więcej po przyjściu na świat dziecka (nawet jeśli będziecie mieć pełen luz w relacji pies-dziecko!), więc przećwiczcie je wcześniej.

Czy pies reaguje na komendy wypowiadane cicho i spokojnie? Nie będziecie się bowiem przy zasypiającym dziecku darli na psa, więc szkolenie przez podnoszenie głosu odpada. Na szczęście szkoląc psa pozytywnie możemy go nauczyć reakcji na bardzo cicho wypowiadane komendy. Im wcześniej zaczniemy w ten sposób szkolić psa, tym lepiej.

Czy pies skacze na nas, gdy rozpiera go radość? Jeśli tak, a wcześniej nam to nie przeszkadzało to lepiej nauczyć go zawczasu innej reakcji. Już Pańcia z brzuszkiem będzie źle reagowała na skakanie, a co dopiero jak będziemy mieć na rękach maluszka. Zmiana zasad po przyjściu na świat dziecka może spowodować, że pies będzie zasmucony i sfrustrowany, iż obecność małego czerwonego kosmity na rękach pańci powoduje, że nie może się z nią 'normalnie" po staremu przywitać.

Czy pies dobrze reaguje na przywołanie i podchodzi blisko, by go zapiąć jedną ręką. Tego też warto nauczyć, bo zwykle będziemy mieć jedną rękę do zapięcia psa (druga będzie przytrzymywała dziecko w chuście, trzymała wózek lub zapas 100 pieluszek, ubranek, chusteczek i wór ziemniaków ;P ) . Często nie ma możliwości pójścia za psem (biegnięcie za psem odpada, ale to dobrze, bo przecież na żadnego psa nie będzie działało dobrze gonienie go) ze względu na np. niemożność zostawienia wózka, w konkurencji z którym pies wypada nadzwyczaj blado J.

Oczywiście możemy wprowadzić z lalką czy misiem wszystkie rytuały- kąpania dziecka, przewijania itp. Sprawdzając czy obecność tudzież ruchliwość psa w tym miejscu jest nam pożądana. Najlepiej robić to wszystko jednocześnie oglądając ulubiony serial, bo to da psu realny obraz jak bardzo będziemy na nim skupieni podczas tych czynności ;P.

Na Youtube można znaleźć płacze dzieci- warto puszczać czasem psu takie dźwięki, niech pozna zawczasu te hałasy. U mnie Lola nie reagowała w ogóle na płacz z komputera, a bardzo na prawdziwy płacz. Chłopaki zaś początkowo reagowali dokładnie tak samo na oba.

Generalnie przygotowanie psa na przyjście dziecka polega na przewidzeniu i wprowadzeniu zmian, które wiemy, że zajdą po urodzeniu dziecka- zanim pojawi się dziecko. Mamy na to trochę miesięcy- jest to akurat czas by pies poznawał je stopniowo, by się przyzwyczaił i ugruntował sobie nowe nawyki. Pamiętajmy, że zakazy można znieść po porodzie na korzyść relacji dziecko-pies, ale wprowadzanie zakazów dla psa wtedy jest dużo mniej korzystne. To, jak czuje Hip i Ola się pies, jak bardzo jest pewny, "usatysfakcjonowany" i pewny, że zna obowiązujące zasady przekłada się bezpośrednio na jego relację z dzieckiem. Spokojny, opanowany i często nagradzany pies znający jednak granice i zakazy - to bezpieczny kompan. Źródło agresji i pogryzień jest zawsze w nasilonym stresie i poczuciu zagrożenia psa. Dbajmy więc o psa, pamiętając, że jest on aż i tylko psem - potrafi się uczyć, obserwować, wyczuwać nasze emocje, ale nie jest wilkiem, ani człowiekiem, nie zazdrości i nie czyta nam w myślach- a i dziecko będzie bezpieczne.

Nie ma przepisu na "pies musi to a to, gdy jest dziecko", bo każda relacja pies- ludzie jest inna i każdy ma inne warunki i oczekiwania. Wiele osób będzie spało z psem i dzieckiem w jednym łóżku i odbędzie się to bez problemu. Inni być może będą musieli wydzielić specjalną część dla psa, który jest problematyczny i mógłby zagrażać dziecku. I to też popieram - nawet pies który ma jeden pokój do dyspozycji i tylko trzy krótkie spacery ma lepiej niż pies wyrzucony/porzucony/oddany do schroniska przez nasze obawy. Zróbmy wszystko, aby się udało.

Agnieszka Kaniewska
© DOGadajcie się
projekt: Hania Jankowska-Lekszycka