Szkolenie psów Warszawa - DOGadajcie się - Relacja ze startu Magdy w MP OBI 2012
o szkole oferta galeria kontakt

Relacja ze startu Magdy w Mistrzostwach Polski Obedience 2012

Zostałam poproszona o podzielenie się z szerszą publicznością moją luźną relacją z naszych ostatnich zawodów. Zabrałam się więc do delikatnego przeredagowania tekstu, poprawienia wszystkich (miejmy nadzieję) literówek i mogę teraz zaprosić wszystkich zainteresowanych spisywanego jeszcze na gorąco raporciku z naszego (mojego[Magdy] i Juica [Dżusa]) udziału w imprezie pod niezwykle dumną nazwą Mistrzostwa Polski Obedience.

Jak już większość z czytających zapewne wie na samym wstępie - szału w postaci wyniku końcowego nie było, ale zacznę od trochę bardziej początku.

Nadeszła niedziela, dzień powsińskich zawodów, szczęśliwie tym razem nie musiałam stawiać się na obrzeżach Warszawy bladym świtem, więc niemal wyspana dotarłam do Dog Campusa o 10ej. Trochę oglądaliśmy trójki, trochę się rozgrzewaliśmy, najpierw nieoficjalnie, potem bardziej i wreszcie nadszedł czas. Losowanie kolejności startów. Na osiem psów były 3 oziki, którym się wylosowały kolejno numerki 1, 2 i 3 ;) Myśmy mieli szczęśliwie ten trzeci, ale w związku z tym niewiele zarejestrowałam ze startów dziewczyn.
Teraz będzie część właściwa: opis, analiza i interpretacja naszych popisów.

Najpierw warowanie w grupie, które zrobiłam z Juicem ze 3 może 4 razy w życiu, bo jakoś mało mamy ku temu okazji. Nie bałam się zbytnio tego ćwiczenia, szansa na wyleżenie większa niż przyzwoita, jedyne co, to mógł się walnąć na poślada (no i oczywiście nie bardzo reagować za pierwszym razem na moje komendy waruj i siad;)). Ale ta druga część obaw była mniejsza, a pierwszą po prostu wpisałam jako pewnik z opcja bycia mile zaskoczoną, gdyby pies jednak pozycji nie zmienił. Nie ukrywam, że zestresowałam się nieco przy wejściu, bo kiedy przed nosem Juica pojawił się zad Fabii, to jaśniepan był żywo zainteresowanym wetknięciem weń nosa. Co też niewątpliwie by uczynił, gdyby nie był na smyczy. Tak więc wchodzenie rzędem na ring mnie nieco spięło, ale starałam się wywalczyć uwagę samca i ostatecznie się całkiem, całkiem udało. Miejsce zatrzymania nie było oznaczone, więc spróbowałam się zatrzymać raczej dalej niż bliżej Fabci i ewentualnie się przysunąć, gdyby sędzia to zasugerował. Ale nie zasugerował, więc mieliśmy o jakieś 0,5m bezpieczniejszą odległość. Juicy nawet ładnie trzymał kontakt przy nodze, ale wydawałam mu komendę jako trzecia z kolei i niestety do tego czasu się zdążył ciut rozproszyć. Moje 'pac' (czy tam 'waruj', już nie pamiętam którego użyłam) pozostało bez reakcji. Powtórzyłam, udało się. Psy zostawione, my zniknęliśmy na 2 minuty za namiotem. Na filmiku widać, że piesio wytrzymał w równym warowaniu całe pół minuty /: Potem zadeczek spoczął na pośladeczku. Ale wyleżał i po moim powrocie nawet usiadł na pierwszą komendę. Spoko. Zdecydowanie nie szczyt moich marzeń jeśli chodzi o wykonanie tego ćwiczenia, ale odstaliśmy 7,25 (7 i 7,5). Sędziował Paolo Meroni i Katarzyna Drobik, w nawiasach będę podawała najpierw jego ocenę, potem jej. jakby się komuś zapomniało w czasie czytania, która czyja, to podpowiem, ze ZAWSZE ta niższa należała do Włocha ;)

Po warowaniu były przebiegi Asti i Fabii, myśmy w tym czasie powtarzali stój w marszu i wychadzali Juicową kupę, żeby się jakiś zonk na ringu nie zrobił. No i nadeszła wreszcie nasza kolej. Powitanie, przedstawienie, sraty, pierdaty.

Chodzenie przy nodze.
Dżusek taki w miarę skoncentrowany, mam nadzieję, że za parę lat będzie to skupienie wyglądało piękniej, ale na razie jest całkiem satysfakcjonujące (w odniesieniu do naszego trybu treningowego w każdym razie ;)). RRRuszyliśmy. Był piękny kontakt, ja nawet odważyłam się patrzeć przed siebie, a nie na psa, nie sądziłam, ze się to uda, ale zadziałało! :D Naprzód, w prawo, biegiem, normalnie, w lewo i tu się zagapiłam i powiedziałam 'równaj' zapominając, że nie można na zwrotach, choć nie wiem, czy sędziowie usłyszeli. Potem prosto, nawrót, pies cały czas ładnie przy nodze, wgapiony i nie wyprzedzający, w prawo, zatrzymanie, dwa kroki w tył (łał! udało się po prostej, nie odstawił zadu!), z deczka się rozproszył, ale wrócił spojrzeniem, dwa kroki w przód, ładnie usiadł przy nodze, naprzód, w lewo, zatrzymanie i_ zonk.... Ja się zatrzymałam, pies niby też, ale nie usiadł. Ja na niego kątem oka lukam, a ten stoi i wyyyyyyciąga szyję do przodu sztachając się jakimiś zapachami. Komisarz każe ruszać, ruszam, Juicy też, ale już nie bardzo ze mną, nawrót, robię, ale Juicy nie... Juicy idzie sobie dalej do przodu, w publikę, która była w tym momencie jakieś 5metrów od jego nosa... Oglądam się, wołam. Co się okazało? Właśnie pojawiła się nasza znajoma, właścicielka Dżusowego braciocha [czyt. suuuper kumpla]_ Juicy ją uwielbia i zawsze wita z wielką radością. No więc czemu by nie teraz, skoro jest?! I to tuż za taśmą, kilka metrów przed jego nosem? To by było niegrzeczne, przecież nie widział jej co najmniej od wczoraj! Pies merdoli ogonem, a mi opadają ręce_ Na moment. Ale do samej ziemi. Udało mi się gałgana odwołać i podeszłam nieco zrezygnowana do sędziów, którzy szybko i głośno się naradzali. Nie bardzo rejestrowałam przebieg tych konsultacji, raczej wizualizowałam sobie w tym czasie opuszczanie ringu po jakże satysfakcjonującym starcie_ Ale niespodzianka! Nie dostaliśmy disa, tylko wyzerowanie ćwiczenia. Co prawda dla mnie to i tak był już taki bardziej koniec, no ale miło, że przynajmniej możemy przejść przez resztę ćwiczeń.
Zgarnęłam psa, który przez te długie kilkanaście/dziesiąt sekund miotał się w okolicy moich nóg i spróbowałam zebrać myśli, skoncentrować psa i powrócić mentalnie do zawodów. Teraz moim celem stało się wyciągnięcie z tego ile się da i próba maksymalnego skupienia się na utrzymaniu Juicowej uwagi. zostaliśmy przez komisarza nakierowani na punkt startu następnego ćwiczenia.

Stój z marszu.
Tu wszystko poszło super. Komentarz zbędny. 9,75 punktu (9,5 i 10)

Przywołanie.
Przyznaję, ze nie bardzo kojarzyłam rozkład ringu, przebiegliśmy po nim na odprawie, ale się jakoś mega nie skupiałam, potem startów dziewczyn też w sumie nie oglądałam, a jak już była moja kolej i jak już dostałam szansę kontynuowania imprezy po wspomnianym wspaniałym otwarciu, to pomiędzy ćwiczeniami skupiałam się na psie, na psie, na psie, a w czwartej kolejności na wyłapywaniu wskazówek komisarza dotyczących kierunku, w którym należy się udać. Proszę się więc nie dziwić/nie śmiać z tras, które wykonywałam. Cały czas starałam się wyczuć i wyważyć proporcje dla luzu i kontroli, jakich potrzebował mój zwierz. Dotarliśmy do punktu startu przywołaniowego. Pies położony, ja odeszłam. Tu jedyne ryzyko, że się krzywo dostawi. okazało się, że jednak nie tylko, bo zdążył w czasie mojego odchodzenia przerzucić zada. Potem już dobre tempo i ładne dostawienie. Ale z tego, co czytam w komentarzach jednak nieco krzywe. 9,25okt (9 i 9,5)

Siad w marszu.
Juicowi się chrzanią z deka te siady i stóje, więc mój plan był taki, żeby zrobić wszystko, żeby stop było stopem i potem przy siadzie mu po prostu ordynarnie pokazać gest. To jest trochę trudne w wykonaniu, bo się jednak chce zaryzykować i zrobić bez gestu, żeby mieć okolice maksa :) Z tym, że wtedy masz maksa albo zero z szansami fifti:fifti w naszym wypadku, a z gestem masz bankowo jakieś 7 co najmniej ;) Dumna jestem, że rozsądek wygrał z ambicją, włożyłam gest, pies usiadł i było pięknie. Nadspodziewanie wysokie 8,75 (8,5 i 9).

Czas na...kwadrat!
Kwadrat - największy znak zapytania tych zawodów! Mogło być niemal idealnie, mogło być do dupy. Sama byłam niezmiernie ciekawa która opcja wygra. Pies usadzony, sygnał od komisarza, 'KWADRAT!', pies pomknął. No, może raczej popatataił, co było nawet miłe, bo zwiększyło moje szanse na zatrzymanie go w słusznym miejscu. 'STÓJ!' Udało się! :D Chwila mojej zawiechy... Do wszystkich: nie czeka się na komendę komisarza, żeby położyć psa!!!! Przypomniało mi się to po chwili... 'Waruj'! Leży :D Kochany! :D Poszłam do niego i kurde, nie mogło być tak różowo do końca... Nie usiadł na pierwszy sygnał :/ Za drugim razem się udało. 8,25 ŁAŁ! :D (8 i 8,5)

Aport
Do aportu mam ostatnio podejście dość zdrowe. Przestałam się dziko spinać, wiem że mamy go na takim poziomie, że jest ciągle mnóstwo do roboty, ale że i tak zaliczymy ćwiczenie. Pani komisarz mi podała koziołek, Juicowi się ślepka zaświeciły, miotnęłam, potoczył się, potoczył, ja tylko miałam nadzieję, że się nie zatrzyma w pionie. Udało się. 'Aport!' Pognał całkiem przyzwoicie, podjęcie pozostawiało trochę do życzenia, ale dumna jestem niesamowicie, bo ostatnio przestał walić namiętnie łapami w aport w momencie dopadania go i tutaj też się powstrzymał :) Powrót klasycznie, czyli jakieś dwa razy wolniejszy niż wysłanie no i przykrość, bo się słabiutko dostawił. 8 pkt (7,5 i 8,5).

Zmiana pozycji na odległość.
Dramat nad dramatami! Najgorsze ćwiczenie dnia dzisiejszego. Bo choć chodzenie się skończyło, jak skończyło, to było wypaśne i jestem z niego dumna a to, co się zadziałało tutaj, było niczym więcej jak dramatem właśnie. Po drodze do dramatu jeszcze się pytałam komisarza, czy zostawiam psa na siad, czy na waruj, bo jakoś mi to wyszło z głowy. Chwilę trwało zanim zrozumiałam, a raczej zanim zostało mi dokładnie wytłumaczone jak, względem namalowanej linii, ma siedzieć pies. Jeśli ktoś ciekawy - odbytem na linii ;). Wycelowaliśmy, zaczynamy. Waruj zadziałało, 5 dużych kroków, odwrócenie się, pies leży, ale węszy traweczkę. Posadzić. Z siadu dupa. Z drugiej komendy o tej samej treści też. Czas położyć psa. Żaden problem położyć leżącego :D 'pac' "zadziałało". Znowu zmierzenie się z siadem i znowu dupa! Przy powtórzeniu jaśniepan zareagował. Dzięki mu za to! Położyć też się położył, jedyna prawidłowo wykonana powtórka ;) Powrót do psa, posadzenie. Byłam pewna, że mamy zero, ale jak się potem okazało jakimś cudem niezupełnie. 3pkt (0 i 6). Masakra.

Przeszkoda
Ostatnia zabawa. Najłatwiejsza dla nas, choć czasem Dżusieczek szoruje pazurkami o górną belkę. Tym razem był łaskaw nie zaprezentować tej umiejętności, dostawił się też pięknie. 9,5pkt (9 i 10). Pan Paolo policzył mi podwójną komendę do dostawienia. Na zwolnionym tempie udało mi się dostrzec drgnienie dłoni w momencie kiedy Juicy doskakuje do nogi (w sensie w końcowej, końcowej fazie dostawienia). No naprawdę tu bym się nie zgodziła, że to była komenda. Założę się, że to nie pomogło psu, za późno było. No ale cóż, muszę się nauczyć lepiej kontrolować minimalne ruchy, bo naprawdę nie zrobiłam tego świadomie. Szkoda, bo gdyby dał nam chociaż 9,5 za to, to byśmy się przynajmniej na bdb załapali ;)

Za wrażenie ogólne dostaliśmy 6,75 (5 i 8,5). Podejrzewam, że Pani Drobik w tej ocenie puściła w niepamięć epizod powitalny i oceniła resztę wrażenia, jakie robiliśmy, a Pan Maroni (całkiem słusznie z resztą) ocenił całokształt. Ja z naszej pracy jestem zadowolona, no ale nie da się wrażenia ogólnego uratować po takiej wpadzie i musi to się gdzieś odbić. Coś mi się nawet zdaje (po zajrzeniu w regulamin), że oni nawet mogli nam to wyzerować_

Podsumowując: zakończyliśmy nasz popis z sumą punktów 194,5, oceną dobrą i lokatą 6/8.
Waruj w grupie (2min) 7,25 x 3 = 21,75
Chodzenie przy nodze 0 x 3 = 0
Stój w marszu 9,75 x 2 = 19,5
Przywołanie 9,25 x 3 = 27,75
Siad w marszu 8,75 x 2 = 17,5
Wysyłanie do kwadratu 8,25 x 4 = 33
Aport 8 x 3 = 24
Zmiany poz. na odległość 3 x 3 = 9
Skok przez przeszkodę 9,5 x 3 = 28,5
Wrażenie ogólne 6,75 x 2 = 13,5

Co ode mnie?
Kurde, dużo by tego było. a raczej jest. W mojej głowie. I nie dam rady wszystkim się podzielić, bo bym godzinę pisała, ale... Ogólnie jestem mega zadowolona z siebie, bo sam start stresuje mnie w tak zaskakująco minimalnym stopniu, że sama się dziwię! :D Cieszę się, że mimo dość trudnej sytuacji zarówno ja, jak i pies pracowaliśmy do końca i że to jakoś wyglądało.
Mnóstwo pracy przed nami i smutne jest to, że nie do końca nauczyłam się na swoich błędach z zerówki - nadal naszą zdecydowaną słabostką jest pozycja wyjściowa i skupienie w niej. Ja po prostu nie ćwiczę z nim tego, że długo musi czekać aż coś się zadzieje - biorę go do nogi i od razu coś ćwiczymy, a na zawodach jest mnóstwo sytuacji, w których pies przez jakiś czas musi czekać na to, co dalej. Do przepracowania mamy na pewno kwadrat, który tutaj udał się lepiej niż przyzwoicie, ale wiem, że nie mamy go opanowanego. Zaskoczyła mnie żenada zmian pozycji, bo to Dżus robi zazwyczaj naprawdę ładnie. Szkoda, że one są tak późno w regulaminie. Juicy był już zdecydowanie wyłączony na tym etapie. No i nasz kochany aport of kors. Powrót. A raczej wszystko poza wysłaniem ;) W temacie leżenia, to zwątpiłam nieco w nasze ćwiczenia mięśnia zadu, no ale zamierzam je co jakiś czas męczyć tak, czy siak. W sumie zarzuciliśmy codzienne sesje już jakiś czas temu, więc może nie powinnam głosić, że nie działają. Wstrzymam się więc z ocenianiem i dam znać po kolejnych zawodach. Oprócz pracy nad poszczególnymi, wymienionymi elementami, to oczywiście przede wszystkim kłaniają się rozproszenia ;) i praca nad coraz dłuższymi sekwencjami bez nagród, bo tego robimy mało.

No i tak to właśnie wyglądało :) Dziękuje za uwagę tym, którzy poświęcili swój czas na czytanie tego elaboratu. Dodam jeszcze na zakończenie, że coraz bardziej lubię startować i cieszę się, że mam fajowskiego psa, z którym mogę sobie dłubać te obidjęsy i dobrze się przy tym bawić. Dzięki Panie Dżusie, mam nadzieję, że gdybyś umiał mówić, to nie powiedziałbyś, że wolisz leżeć na kanapie ;)

Jeśli ktoś czuje potrzebę dostymulowania się obrazem, to zapraszam ;) :



© DOGadajcie się
projekt: Hania Jankowska-Lekszycka