Szkolenie psów Warszawa - DOGadajcie się - DVD Donaldson, Dunbar
o szkole oferta galeria kontakt

DVD Fighting Dominance in a Dog Whispering World cd.1

Jaki pożytek może być z psiego trenera, który ma wielkiego brzuchola i siedzi w domu głaszcząc się po brzuszku? Ano taki, że czytanie książek o dzieciach czasem się nudzi i wtedy mamy nareszcie czas przestudiować nagromadzone psie pozycje. Dziś odcinek pierwszy tłumaczenia i streszczenia pewnego ważnego psiego źródła wiedzy:

DVD "Fighting the Dominance In Dog Whispering Word" Jean Donaldson i Iana Dunbara

http://www.dogwise.com/ItemDetails.cfm?ID=DTB966

Część 1 - z Jean.

Pewne błędy w tłumaczeniu oczywiście mogą mi się zdarzyć jednak myślę, że nie zmienia to ogólnej treści przekazu. Aby skrócić formę wcielę się teraz w Jean i będę przez chwilę mówić jej głosem, by potem ewentualnie się do tego odnieść. Nie jest to tłumaczenie dosłowne, bo paluszki by mi uświerkły. Jednak daje ogólny obraz tego co i jak mówi Jean. Aby zapoznać się ze szczegółami jej wypowiedzi- polecam kupno lub pożyczenie dvd. A może kiedyś wspólnie to obejrzymy w szkole Dogadajcie się? Zaczynamy

W pracy psiego trenera często dopada nas pytanie jak rozmawiać z ludźmi zapatrzonymi w psie programy TV, w szybki efekt, dominacyjną ideologię i techniki tam promowane. Jak tłumaczyć, rozmawiać z ludźmi nie popadając w zwątpienie, gdy słyszymy kolejne nienaukowe twierdzenie zasłyszane od jakiejś "psiej gwiazdy". Co zrobić z sytuacjami, gdy zgłaszająca się do nas osoba nie chce słyszeć o sposobach uczenia się zwierząt, nie chce zrozumieć, a jedynie "zdominować" siłą swego "dominującego" psa, najlepiej przy pomocy jakiegoś "zaklinacza", który to zrobi "siłą swego umysłu" w 1godzinę uzdrawiając psa?

Po pierwsze zastanówmy się, co wiemy o dominacji, o hierarchii u psów. Po drugie zastanówmy się, dlaczego ludzie tak legną do tych teorii. Po trzecie zaś zastanówmy się nad sobą i nad tym, czy warto wdawać się w przekonywanie kogoś, w walkę w wiatrakami.

Jak myślicie, ile powstało prac naukowych o grupach psów przez ostatnie 50 lat? Dla przykładu o rozmnażaniu się koników morskich przez ostatnie 10 lat powstało ok. 1200 prac naukowych. A o psach i ich układach w grupie? Dwie. Dwie cienkie prace.

No więc po pierwsze- psy nie tworzą stad. Ale skąd możemy to wiedzieć, skoro trzymamy je zamknięte w domach, na smyczach, za ogrodzeniami. "Nasze psy tworzą stado- żyją ze sobą!"- ktoś powie, albo jeszcze lepiej "tworzą stado ze mną". Proszę bardzo otwórz bramy, drzwi, puść psy - ile z nich zostanie z Tobą i ze sobą nawzajem, a ile wybierze wolność. Skoro to jest stado, to potrzebuje siebie do życia, rozmnażania i przetrwania, więc smycze, obroże i ogrodzenia nie są potrzebne by zachować układ.

Co to znaczy tak w ogóle, że pies "dominuje"? Co on robi? Nie wiadomo. Określenie "dominowanie" jest jak wielki worek mający na celu wrzucenie i nie analizowanie żadnych szczegółowych zachowań. Gdy ktoś CI mówi "uważaj, ten pies warczy i może chcieć Cię ugryźć jeśli podejdziesz do niego ze smyczą" -wiesz czego oczekiwać. Ale ileż to opisywania! Łatwiej powiedzieć- ten pies jest "dominujący". Ot, tyle. Sam zgaduj, co się pod tym kryje! To stricte nienaukowe podejście- zamiast opisać szczegółowo zachowanie- określamy je jakimś wielkim uogólnieniem. Wyobrażacie sobie chodzić do lekarza i mówić za każdym razem "coś nie bardzo się czuje" zamiast "bardzo boli mnie głowa, mam kata", "jest mi słabo". "Nie bardzo się czuje"...

No właśnie, czy to, że pies "dominuje" czy "jest dominujący" odnosi się do jego relacji z tym czy owym, czy do cechy charakteru. Czy niektóre psy są "dominujące" w stosunku do każdego, zawsze i "o wszystko". A jeśli to jest kwestia relacji tego psa np. z innym, to czy może ona się jutro zmienić? A skoro może się zmienić, to co nam daje ta informacja? Czy to, ze w tej chwili pada daje nam jakieś przesłanki o tym co możemy zrobić jutro, jaka będzie pogoda jutro? Jak można by było wykorzystać taką informację, ze pies "dominuje", jeśli to się zmienia?

W książkach i programach "dominacją" tłumaczy się w zasadzie każde problematyczne zachowanie:
agresję do właścicieli
agresję do obcych
agresję do psów
nieposłuszeństwo
niszczenie
skubanie (iskanie)
kradzenie jedzenia czy rzeczy
skakanie (gest powitalny, lizanie po twarzy to ma być dominacja...)
ciągnięcie na smyczy (połączcie sznurem dwie istoty poruszające się z różną prędkością - jak szybsza ruszy lina się napnie i będzie "ciągnąć" wolniejszą, czy to znaczy, ze zające dominują żółwie, a myszy dominują spasione koty?)
gonienie ofiary!!
szczekanie (... bez komentarza)
nie przychodzenie na zawołanie, ucieczki (nawet, gdy pies nie był uczony przywołania. Chce nas- stado "zdominować" przez odłączenie się od nas, ależ pozycję może tym zyskać ; P)

Załóżmy, ze ktoś wierzy w teorie dominacji, "psy oczywiście tworzą stada", dominujący Alfa pies broni miski, posłania, schodów, drzwi. A co jeśli nasz "Alfa" akurat miski nie broni? "no to przecież wyjątek, jest Alfa, więc nie musi". A co jeśli moje psy uciekają gdy otworzę bramę - "dominują Cię, więc chcą się odłączyć od zdominowanego stada" itd, itp. Dodawanie za każdym razem coraz to nowych wyjątków, odstępstw, klauzul - typowe dla baaaardzo, baaardzo chwiejnych hipotez.

Jakie mogą być rodzaje hierarchii?
Liniowa w dół A->B->C->D, w której osobnik wyżej wymusza swoją pozycję przez aktywną "dominację" (np. A podchodzi do B i mówi "oddawaj tą kość, bo w ryj dać mogę dać")
Liniowa w górę D<-C<-B<-A, w której to osobniki słabsze "oddają chętnie" władzę tym wyżej same z siebie. Nie ma tu żadnego wymuszenia ze strony silniejszego. O tym rodzaju hierarchii zapewne będzie mówił Ian Dunbar w cz.2
Linowa zależna od płci (np. u samic w górę, u samców w dół)
???? nieliniowa np. A->B->C->A, w której różne osobniki mają różny układ ze sobą
Zależna od zasobu - przy misce jest A->B->C, przy zabawce B->A->C itd..
Piramidkowa, czyli są charaktery Alfa (A), z czego tylko jeden może być jedynym Alfą, a reszta tylko czycha na jego potknięcie i stara się "zdetronizować gościa" oraz charaktery Omega (B), które nawet jakby mogły nie chcą roli Alfy. A->AAAAA->BBBBB
Dodatkowe "smaczki" to to, że nawet w hierarchii liniowej mogą dokonywać się zmiany ze względu na złe samopoczucie, humor itp. Jednego osobnika. Skoro są możliwe zmiany tzn, że teoria nie jest prawdziwa. Bo skoro ma być stała hierarchia, to jak jest niestała to przestaje być hierarchią- zaczyna być zwykłym układem zmiennym!

Dla porównania wyobraźmy sobie hipotezę naukową mówiącą, że planety kręcą się wkoło siebie tylko po okręgach (nie elipsach) w jedną stronę. A potem nagle patrzymy na planety i okazuje się, że chodzą po elipsacha i do tego niektóre zupełnie inaczej, w różne strony. Możemy pozostać ślepi na te jawne odstępstwa i powiedzieć - "ah to oznacza tylko, ze nasza hipoteza ma wyjątki, jest słuszna nadal, ale trzeba do niej dodać, że poza tym czasem mogą się poruszać inaczej". Albo możemy powiedzieć "ups hipoteza obalona, szukamy innej, bo ta się nie sprawdziła" i to jest podejście naukowe.

W żadnej innej dziedzinie taka rozciągliwość, zmienność i "naciągalność" hipotez nie jest możliwa. Od razu zostaje takowa obalona i znajduj się inną. I nie przeszkadza nam to w innych dziedzinach życia. Im hipoteza prostsza, jaśniejsza tym lepiej, bo powinna tłumaczyć wszystkie przypadki, jak przykładowo teoria ewolucji pozwoliła naukowcom wytłumaczyć zachowania wszystkich organizmów żywych.

W tej części dodaje więcej od siebie i jest to w kwadratowych nawiasach [].

Teraz będzie ciekawa część o ludziach. Kobiecy wkład w rozmnażanie to duuże, bardzo cenne komórki jajowe. Mężczyźni zaś produkują bardzo dużo, bardzo małych, "tanich" komórek zwanych plemnikami : ). Maksymalna zdolność posiadania dzieci w przypadku kobiet (gdyby kobieta rodziła najczęściej jak się da przez całe życie od i do kiedy może, przy dowolnej liczbie partnerów) to około 30 dzieci. Wydaje się niesamowite, żeby kobieta urodziła 30 dzieci, prawda?! A mężczyzna? Gdyby wykorzystywał swój "potencjał" w pełni, z nieograniczoną ilością partnerek ile mógłby mieć dzieci? Wyobrażacie sobie jak wielka to będzie liczba? Jakże nieporównywalna do liczb u kobiety. Także teoretycznie zadaniem mężczyzn z punktu widzenia biologicznego (nie bijcie mnie, nie protestujcie, to nie moja teoria tylko naukowców zajmujących się tą sprawą, więc z nimi dyskutujcie) - zadaniem mężczyzny jest "gra na ilość" i przekazanie swoich genów. Dlatego też mężczyźni przykładają dużą wagę do rzeczy związanych z ich statusem- zarobki, pozycja w firmie, dobry samochód, nowy telefon, ciekawy sport itp. Każdy z tych elementów [tu przypomina mi się film Testosteron, pamiętacie ten fragment "a po co im te samochody...?"] ma na celu przyciągnięcie parterki/ek. Zakładając dalej modelowo - kobieta ma na celu znaleźć takiego partnera, który zapewni jej możliwość posiadania dziecka i utrzymanie go (lub jej z dzieckiem) przez przynajmniej kilka lat. Więc ma znaczenie, czy takowy samiec ;P ma pracę, pieniądze. A praca, pieniądze, gadżety, mieszkanie itp. To głównie kwestia statusu jaki w społeczeństwie mamy dzięki nim. Czy mamy możliwości, czy mamy władzę? Nie mówie, że to jest dobre, że tak ma być, że mamy się na to zgadzać! Nie - oczywiście dzięki elastyczności i mądrości możemy się przeciwstawiać tym tendencjom, ale tak generalnie funkcjonuje świat. Im więcej masz, tym więcej możesz...

Cały nasz ludzki świat dla względnego porządku jest ustawiony "hierarchicznie" - która władza której podlega, kto jest pod kim - cały łańcuszek zależności od sprzątacza przez dyrektorów, rząd itd. Bywają spory na pewnych poziomach, jednak Ci wyżej zawsze są po to, by te spory rozwiązać. Tak sobie człowiek ustawił swój świat. To nie jest "wzięte z natury" to jest wyolbrzymione i przerośnięte. Nie tylko, że silniejszy wygrywa. Siła zależy od majątku, układów, znajomości, charakteru itp.

Więc mamy kilka twierdzeń dzięki którym wiemy coś o ludziach:

Są "opętani" kwestią statusu
Bardzo lubią, chcą "prorokować", przewidywać
[I jeszcze jedno, którego za cholere nie potrafie zrozumieć, bo Jean strasznie szybko mówi]
Te twierdzenia dają nam pewien wniosek - ludzie CHCĄ by układy u zwierząt miały prostą zależność i większość z nich nie będzie w stanie zaakceptować, że nie ma żadnej hierarchii.

I nic nie zmienia fakt, że ustalenie przez kogoś "teoretycznej hierarchii" w danej grupie psów NIC mu nie daje, bo wszystko może się zmienić w każdej chwili. Zobaczcie - ludzie wierzący w to stoją uparcie na stoją stanowisku nawet, jeśli "układ można w każdej chwili zmienić", więc żadnych pewników na przyszłość nie ma (nie można powiedzieć, że Pusia jutro wybiegnie pierwsza przed Stoliczkiem, bo przecież może się inaczej czuć...).

TD nie daje żadnych pewników, nie ułatwia prorokowania przyszłości, a jednak niektórym jest niezbędnie potrzebna. Tylko po to, by wiedzieli, że tak jest.

Wierzący w nią nie mając żadnych argumentów za mówią "idź i popatrz, a sam znajdziesz dowody". Jak się w coś wierzy i dodaje kolejne "wyjątki" by się upewnić - to będzie się zawsze widziało tylko TO.

A skąd się to wszystko wzięło? Z wilków. Bo wilki łączą się w pary i tak zakładają stado. Stado składa się z ich dzieci, kolejnego miotu i kolejnego. Czy ta para "dominuje"? Hmm zważywszy, że mają pod opieką swoje dzieci- tak, decydują w większości spraw. W momencie, gdy dojrzewający wilk zaczyna szukać partnera - odchodzi i zakłada swoje stado. Czy ktoś z nas mówi, że "zdominował" swoje dzieci, bo nie dał im jeszcze kluczyków do samochodu, dokumentów, kart kredytowych i nie decydują za nas? Toż to śmieszne. Zgodnie z tą teorią powinniśmy sobie mówić "kiedyś byłem Omegą w naszym stadzie, bo byłem dzieckiem, potem powoli dorastając piołem się się po drabinie rodzinnej hierarchii, aż znalazłem żonę i teraz jestem Alfa w mojej rodzinie".

Czy jak jedno drzewo urośnie wyżej niż drugie to mówimy, że tworzą stado, ustaliły hierarchię i jedno drugie zdominowało?

Swoją drogą bardzo ciekawe jest kto pierwszy postanowił wymyślić potrząsanie szczeniakiem za skórę [to mniszkowie rozpowszechniają taką technikę dominowania psa podczas zostawania "jego najlepszym przyjacielem"]? Wilki tego nie robią i nie robiły, więc ktoś musiał świadomie postanowić teraz wymyślę, że trzeba szczeniaka złapać za skórę i nim potrząsać, to nic, że wilki i psy tak nie robią- powinny robić"...

Pytanie gdzie leży "pies pogrzebany"...

Otóż kopalnia złota jest w pracy socjologów. Gdyby zajęli się sprawą szkolenia psów, przeanalizowali jacy ludzi i dlaczego wybierają takie a takie szkolenie. Jak rodzina, przeszłość, doświadczenia mają wpływ na wybór metod awersyjnych. My (trenerzy pozytywni) nie lubimy widzieć, że pies cierpi, że go to boli, to dla nas przykre. Ale szkoleniowiec awersyjny będzie czerpał z tego radość, przyjemność, satysfakcję. On lubi widzieć, że psa wreszcie zabolało. I abstrahując zupełnie od tego, że my uważamy to za chore- ten człowiek ma, póki co, prawo tak postępować i będzie nas uważał za słabych, chorych. Jak to się ma do zdrowia psychicznego? Ano proszę bardzo- niech zajmą się tym psychologowie, niech stanowisko "moralnie dobre dla społeczeństwa" zostanie określone - czy WOLNO i dobrze jest zadawać psu ból kolczatką, dławikiem czy o.e. w imię czegośtam (póki co tak), czy może świadczy to o braku równowagi psychicznej teresera?

Co my jako trenerzy możemy zrobić?

1. Po pierwsze CHROŃMY TRENERA.

Myślmy o sobie, swoim zdrowiu, równowadze i tym, co możemy zrobić. Jeśli kwestia dominacji i awersji zajmuje nam ciągle czas, ciągle "walczymy" to może się okazać, że potworek o imieniu "Wypalenie zawodowe" zaczyna mocno pukać do naszych drzwi. Nie wpuszczajmy go. Poświęcając swój czas na przekonywanie kogoś, kto bardzo chce w to wierzyć - zabieramy ten czas osobom, które z niego lepiej skorzystają. Trenerów znających sposoby uczenia się zwierząt jest naprawdę niewiele, ceńmy każdego trenera, chrońmy go przez zgubnym wpływem frustracji i zwątpienia. Jeśli to ma oznaczać, że "odpuścicie" pracę z jednym ze swych podopiecznych, że pies skończy w kolcach i "pod właścicielem" - zróbcie to. Ocalcie swoje siły dla 10. innych osób - gotowych by pracować z psem, gotowych by zrozumieć psa, gotowych pójść za Tobą. Bo te 10 osób może nie być szczęśliwe, że zamiast pracować z nimi Ty bijesz głową w mur. Bo walka z "dominacją" i awersją to bicie głową z mur. Nie ma sensu. Sama przez 20 lat to robiłam i dziw, że nie mam od tego raka czy choroby nerwowej.

2. TAPLAJ SIĘ W SWOIM BŁOTKU [wersja org. była "trzymaj się swego chóru", ale tak fajniej : ]

Czyli przebywaj z ludźmi, z którymi się rozumiesz, wspólnie bawcie się, motywujcie, zachęcajcie. Zabawa ze znajomymi sprawia, ze jesteś jeszcze zdrowszy i silniejszy, a kłótnie na forach itp. tylko Cię zjadają (wiecie - kortyzol itp.)

3. ZAAKCEPTUJ FAKT, ŻE ZAWSZE, ALE TO ZAWSZE BĘDĄ LUDZIE WOLĄCY AWERSJĘ

I tyle. Pokazujesz, że można pozytywnie w dogoterapii, w sporcie, że można pozytywnie szkolić malamuty, samojedy, husky, konie, papugi, owce, świnki morskie, cane corso, pitbulle po walkach... na to wszystko są dowody, różni ludzi się tym zajmują. Jak ktoś będzie chciał się dowiedzieć jak - to znajdzie źródła i pomoc. A jeśli będzie chciał stosować przemoc i dominować to i tak będzie to robił. Poddaj się!

4. BĄDŹ BARDZIEJ ANTROPOLOGIEM.

Patrz na to zjawisko z ciekawością, naukową fascynacją ludźmi. Możesz przecież na tekst sąsiada o "dominującym" psu zareagować z radością "to bardzo ciekawe, co pan mówi, bo psy nie tworzą stad, szkolę psy tyle lat i świetnie to idzie. Pokażę Panu parę sposobów. Chce Pan zobaczyć, jak można osiągnąć lepszy efekt w sposób miły i przyjemny dla Pana i psa?". Tak można, ale jeśli na teks sąsiada reagujemy głębokim westchnięciem i przewracaniem oczy - ups to już jest "Pan wypalenie zawodowe" pukający do drzwi...

5. SZUKAJ CIEKAWYCH ALTERNATYW

Nie można być twórczym i radosnym walcząc jednocześnie z wiatrakami, dlatego baw się szkoleniem, obserwowaniem.

Na koniec kilka odpowiedzi na pytania:

- co zrobić z osobami zapatrzonymi w Cezara Milana itp... ano nic. Cesar to wypromowana telewizyjna gwiazda jednej chwili. TV go "wyniosła" jak gwiazdkę i kiedy spadnie oglądalność, spadnie i on. Znany z tego, ze jest znany [czy że wystąpił w TV, a wystąpił nie z racji doświadczenia czy wiedzy tylko dobrze się prezentuje i weźmie każde "g" robiąc piękny uśmiech, że "wywiera presję psychiczną na psa" i naciskając obrożę elektryczną drugą ręką - mój dodatek : )]

Nie jestem w stanie określić fenomenu tego, że na "pierwsze strony" zawsze trafiają osoby nie naukowe, zaklinacze i szarlatani.

Trenerzy profesjonalni robią w ciszy swoją robotę wieeele lat rzadko, kiedy zyskując sławę mas [przykładem niech będzie właśnie Donaldson, A.Capra czy I.Dunbar - kto ze zwykłych posiadaczy psów o nich słyszał? A o ile więcej zrobili niż jakiś Milan czy Stilwell?]

Fenomenem jest dla mnie nie tylko sława "zaklinaczy", bo skoro tyle ludzi wierzy w astrologię i inne "nauki" to czemu mieliby nie wierzyć w "magiczne zaklinanie psów energią", ale fenomen "bullowania" klienta [nie mam dobrego polskiego odpowiednika - takie gnębienie, przytłaczanie, poniżanie]. Przyjdzie taki "treser" i nakrzyczy na właściciela "To Twoja wina, dałeś sobie wejść na głowę, dałeś się zdominować, teraz musisz się zdobyć na odwet, sam dominować!" i taki człowiek robi się plastyczny jak plastelina, rozpłaszcza się przed "autorytetem tresera" [, a całą złość, frustrację z powodu bycia poniżanym przez tresera przekierowuje na psa, gotowy szarpać, przygniatać itd. Jak zauważyłam na "tradycyjnych szkoleniach" im treser bardziej się drze na ludzi, im bardziej jest chamski i "bezpardonalny" tym lepiej niektórzy działają. Przecież gdyby w banku czy sklepie ktoś komu płacimy się na nas tak wydarł to byśmy zawołali szefa, naskarżyli lub wyszli nie wracając. A podczas szkolenia psów to dopuszczalne. Może niektórzy uważają to za pokutę, którą muszą spełnić, by wyszkolić psa? A może do takiego traktowania łatwo nam przywyknąć, bo zdejmuje z nas odpowiedzialność. "Robię, co mi każą"]

Było jeszcze kilka pytań, ale odpowiedzi generalnie odnoszą się do wykładu. Zarówno wykład jak i tłumaczenie (to już moja wisienka na tort) nie są wolne od ironii, prześmiewczości i odrobiny jadu. Wykład zachęca do opanowania i robienia swojej roboty, ale jednocześnie sam jego tytuł i to, że istnieje potrzeba na takie wykłady świadczy o tym, że nie da się w ogóle nie "walczyć". Tą płytę, co prawda ściągnęłam ze 2 lata temu od tej pory dużo bardziej angażując się w pracę z ludźmi, a jednak widać kiedyś mieliśmy taką potrzebę, by zakupić płytę.

Dobrze by było jak mówi Jean zyskać tę rezerwę, zająć się swoim ogródkiem, robić w ciszy swoją robotę ( tu zawsze przychodzi mi na myśl Alexa Capra - tak spokojna, cicha i opanowana). Tak też się staramy. W wielu z nas jednak jest taka żyłka pieniactwa, pociąg do małej awanturki, do pokazania swej wyższości, ale pamiętamy, że pokazywanie wyższości przez jawne pieniactwo niewiele się różni od zwykłego zadzierania nosa i "uważani siebie za lepszego". Dlatego w pracy trenera uważam, że niezastąpiona jest i będzie pomoc psychologów czy ludzkich trenerów. Abyśmy w kontaktach z ludźmi też komunikowali się coraz lepiej, asertywnie i spokojnie. Dobra szkoła to firma, w której każdy pracownik podlega procesowi szkolenia w wielu zakresach. Oby ten proces cały czas trwał, byśmy zawsze mieli się czego uczyć i znajdowali dobrych nauczycieli. Tego życzę Nam i Wam, kimkolwiek jesteście mam nadzieję, że po lekturze będzie Wam łatwiej być trenerem, czy lepiej zrozumieć swoich trenerów.

Agnieszka Kaniewska

© DOGadajcie się
projekt: Hania Jankowska-Lekszycka