Szkolenie psów Warszawa - DOGadajcie się - Dogtrekking w Beskidzie Sądeckim i Gorce
o szkole oferta galeria kontakt

Wakacyjny dog trekking czyli subiektywne spojrzenie na Beskid Sądecki i Gorce - część 2

Wycieczka II

(Przehyba-Dzwonkówka-Bereśnik-Bryjarka)



Po dwóch dniach odpoczynku (spowodowanego także niesprzyjającą pogodą :) ) wybrałyśmy się na całkiem już poważną wyprawę. Przemęczyłyśmy się w upale lawirując pomiędzy turystami w drodze przez miasto. Musiałyśmy je całe przejść żeby na dobre móc rozpocząć wspinaczkę. Już samo to przejście wymęczyło nas porządnie i zaczęłam się zastanawiać czy czasem nie było za gorąco na taką wycieczkę dla Rajki. Gdy już dotarłyśmy na skraj ludzkich osiedli i weszłyśmy do lasu trasa w dużej części biegła wzdłuż potoku. W Rajkę wstępował nowy duch gdy mogła ochłodzić się w zimnej górskiej wodzie więc kontynuowałyśmy podróż, raz za razem korzystając z wodnych atrakcji.



Po trzech godzinach mozolnego wspinania się dotarłyśmy wreszcie na szczyt mojej "przeklętej góry" ;)

Jest to chyba najgorsza dla mnie góra do pokonania gdyż trasa prowadzi non stop pod górę-nie ma łagodnych wywłaszczeń czy chwilowego schodzenia w dół. Trzeba cały czas podążać pod górę i to wdrapywanie wydaje się nie mieć końca... A tu dodatkowo męczyło nas upalne i parne powietrze.

Dumne i zadowolone z siebie rozłożyłyśmy się z na chwilowy odpoczynek. Trasa jak do tej pory była niesamowita. Towarzyszyła nam cisza i śpiewy leśnych ptaków. Z rzadka doleciał nas charakterystyczny odgłos jastrzębia lub innego ptaka łownego. Na szlaku "żywego ducha". Tylko ja, Raja i nasze wspólne wspinanie. Można nabrać dystansu do rzeczywistości i spojrzeć na świat z innej perspektywy. Zdane byłyśmy tylko na siebie i nasze własne siły. Pomimo zmęczenia trzeba iść dalej bo nikt tego za nas nie zrobi. Staje się oko w oko ze swoimi słabościami i trzeba je pokonać bo nie ma innego wyjścia. Na szczęście na szczycie Przehyby jest schronisko i można się tu wzmocnić przed dalszą wędrówką.

My jednak odpoczywałyśmy z dala od ludzi delektując się samotnością i słodkimi bułkami lub gryzakami w zależności od upodobań ;)

Posilone ruszyłyśmy w dalszą drogę w kierunku Dzwonkówki. I znowu szlak jakby zapomniany. Słychać było tylko ptaki i całe zastępy koników polnych przy mijanych łąkach. Słodki zapach kwitnących łąk wypełniał powietrze.



Czasami znowu trasa prowadziła przez ciemny i straszny trochę las.



W ten oto sposób dotarłyśmy do przełęczy Przysłop. Minęłyśmy pięć domków na krzyż umiejscowionych "na końcu świata", kilometry od miasteczek położonych w dolinach. Opadła nas tu banda małych szczekających i niegroźnych w sumie kundelków zaciekawionych nowymi przybyszami.



Minąwszy pomnik poświęcony tutejszym partyzantom, musiałyśmy stawić czoła podejściu pod Dzwonkówkę. Tutaj nadszedł kryzys. Droga w górę znowu była stroma i zaczynały nachodzić mnie chwile zwątpienia. Upał i kilometry które już miałam w nogach dawały o sobie znać. Dodatkowo musiałam "walczyć" z Rają która usilnie chciała wejść w elektrycznego pastucha zamontowanego wzdłuż naszej stromej i wąskiej ścieżki. Na szczęście w miarę szybko okazało się, że jesteśmy już właściwie na Dzwonkówce, więc znowu można było pozwolić sobie na chwilę wytchnienia. Usadowiłam się więc na wielkim zwalonym pniu, zrzuciłam plecak i delektowałam się pięknymi widokami, których zdjęć niestety nie zrobiłam ;)

Od tego momentu czekało nas już tylko schodzenie z gór i powrót do domu. Dreptałyśmy więc dzielnie w upale, dumne z naszych dotychczasowych osiągnięć, delektując się ciszą i spokojem zakłócanymi jedynie przez koniki polne "świerszczące" na łąkach.

Jednakże w miarę upływu czasu na horyzoncie zaczęły się zbierać czarne chmury i lekko zaniepokojone przyspieszyłyśmy kroku. I tu po raz kolejny potwierdziło się powiedzenie, że " PRAWIE, robi wielką różnicę" gdyż prawie udało się nam uciec przed burzą ;) i na ostatnich kilkuset metrach przed domem zostałyśmy kompletnie przemoczone. Jedyne co mogło trochę dziwić, to że deszcz ściekający mi strugami po twarzy jest jakiś taki słony ;)))

Irena i Raja

© DOGadajcie się
projekt: Hania Jankowska-Lekszycka