Szkolenie psów Warszawa - DOGadajcie się - Dogtrekking w Beskidzie Sądeckim i Gorce
o szkole oferta galeria kontakt

Wakacyjny dog trekking czyli subiektywne spojrzenie na Beskid Sądecki i Gorce

Tegoroczny urlop postanowiłam spędzić na Południu naszego kraju. Pod koniec pobytu stwierdziłam, że mogłabym podzielić się swoim prywatnym rajem na ziemi, i tak powstał ten krótki tekst.

Na wyjazd wybrałam się sama ze swoją labradorską Rają - człowiek i jego wierny pies samotnie i niezmordowanie przemierzający dzikie górskie ostępy-zupełnie jak w powieściach Jacka Londona ;) Na szczęście dzikie ostępy nie okazały się takie dzikie gdyż miałyśmy zapewniony dach nad głową w Szczawnicy a samotność nie była taka samotna, bo w końcu miałyśmy siebie nawzajem :)

Pogoda jak na górskie wędrówki nas nie rozpieszczała - albo upał i burze albo siąpienie i popadywanie. Szlaki mokre i błotniste a powietrze gorące i parne. Udało się nam jednak wybrać na kilka wędrówek.

Wycieczka I

(Orlica-Szafranówka-Palenica)



Na rozruch zastałych stawów i sflaczałych mięsni wybrałam trasę niezbyt długą, jednak chyba najtrudniejszą - bo pierwszą ;)

Spakowałam wodę dla psa i siebie, jakieś przekąski, gryzaki dla Rai, ubrałam ją w szelki i wyruszyłyśmy. Szybko okazało się, że to nie będzie łatwy rozruch gdyż Raja nie jest nauczona odpowiedniego dla tej rozrywki chodzenia w szelkach. Na co dzień chodzi w obroży i całe jej życie była praca nad luźną smyczą i podążanie przy nodze przewodnika, a tu nagle zasady gry i moje oczekiwania uległy zmianie. Trzeba więc było pogodzić się z faktem, że czeka nas sporo pracy w czasie tego urlopu żeby nauczyć się jak tu się wzajemnie nie zaplątywać w linkę którą byłyśmy ze sobą spięte i jak nauczyć Raję ciągnąć w szelkach lub choćby skłonić ją do podążania z przodu przede mną. Uzbroiłam się więc w cierpliwość i ruszyłyśmy deptakiem aby dojść do szlaku.

Gdy zaczęłyśmy wspinaczkę, górka nas nie rozpieszczała. Strome jednostajne podejście wypomniało wszystkie tygodnie spędzone przy biurku i na kanapie ;) i znowu pojawiło się "silne postanowienie", że "teraz to już regularnie będę chodzić na siłownię" ;) Pot zalewał mi oczy, puls krwi szumiał w uszach ale dzielnie parłyśmy naprzód. Przez las, polanę i już byłyśmy na szczycie. "Ufff, można sobie zatem pozwolić na zasłużony odpoczynek." Dodatkowym pretekstem dla mnie była oczywiście potrzeba napojenia Rajki ;) w innym wypadku przecież nie zatrzymywałabym się po tak krótkiej wspinaczce ;))))



Po chwili wytchnienia ruszyłyśmy zdobywać Szafranówkę.



I tu znowu podejście było bardzo strome i skaliste, ale na szczęście krótkie i jakoś podołałyśmy temu wyzwaniu-Raja zdecydowanie lepiej radziła sobie niż ja ;) choć był moment że musiałam podsadzić jej zadek na skałę. I znowu postanowiłyśmy chwilę odzipnąć, napić się wody i przedzierając się przez tłumy turystów, którzy wjechali na Palenicę wyciągiem, zaczęłyśmy dreptać na w kierunku tej ostatniej tego dnia górki. Na szczycie Raja mocno zdziwiła się wyciągiem krzesełkowym koło którego przechodziłyśmy, jednak po chwili stwierdziła, że choć trzeba pozostać wobec niego trochę nieufnym to chyba nie zjada on labradorów i zgodziła się podążyć za mną w drogę "na dół". Długie jednostajne schodzenie nie było łatwą sprawą, gdyż to właśnie w tym momencie Raja zaczęła ciągnąć. Ściągała mnie tym samym w dół po lekko błotnistej nawierzchni usianej luźnymi kamieniami. W głowie powstało mi pytanie: "Jak nauczyć tego psa żeby ciągnął ale tylko pod górę i po płaskim ale już w dół żeby nie ciągnął?" Sprowokowana walką o własne przetrwanie postanowiłam zacząć w trybie natychmiastowym naukę "czekaj" czyli zatrzymania się w miejscu Rajki tak abym spokojnie mogła pokonać co stromsze zejścia i powolnego jej schodzenia w dół za mną lub obok mnie. Trudno-nauka ciągnięcia musiała poczekać jeśli chciałam zminimalizować ryzyko skręcenia nogi szaleńczo goniąc w dół po błocie za moim czteronożnym towarzyszem ;)

Szczęśliwie dotarłszy do Szczawnicy, wykąpałam Rajkę w Grajcarku i udałyśmy się na rytualne piwko :) gdzie towarzyszyły nam jaskółki zagnieżdżone na suficie knajpianej werandy


Irena i Raja

© DOGadajcie się
projekt: Hania Jankowska-Lekszycka