Szkolenie psów Warszawa - DOGadajcie się - opinie
o szkole oferta galeria kontakt

Magda Romańska i Frida

Pod opiekę Piotra Wojtków trafiłyśmy z Fridą ze względu problemy z lękiem i z agresją na tle lękowym, z którymi borykałyśmy się już od jakiegoś czasu. Wcześniej wprawdzie byłyśmy już na innych kursach pozytywnego szkolenia, ale mimo nabytych umiejętności z zakresu posłuszeństwa czy sztuczek, problemy nie znikły, a po pewnym okresie poprawy wręcz się nasiliły. Frida nadal bała się ludzi, źle przeprowadzone odwrażliwianie (lęk przed mężczyznami) spowodowało, że lęk przeniósł się na wszystkich ludzi, a w dodatku pies uznał, że jedynym skutecznym sposobem na ich pozbycie się są zęby. Ta strategia oczywiście przynosiła skutek, bo ludzie posłusznie zmykali, widząc kłapiącą paszczę i słysząc towarzyszące temu warczenie. Dodatkowo którejś grudniowej nocy spadło dużo śniegu - tak dużo, że świat zmienił się nie do poznania. Drzewa, ławki, krzaki, kosze na śmieci - wszystko nagle zmieniło kształt. Frida wpadła w pętlę strachu. Nigdy nie czuła się zbyt komfortowo na naszym osiedlu, ale teraz panika sprawiła, że spacery stały się dla niej udręką. Bała się dosłownie własnego cienia. Nie było szans minąć się z kimkolwiek na chodniku (który w dodatku zrobił się węższy przez zaspy). Pies albo się kulił, albo rzucał z zębami. Każdy powrót ze spaceru oznaczał minimum 20 min. spędzone pod klatką schodową, bo Frida bała się wejść. O pracy nie było mowy, bo ciągły strach ją całkowicie uniemożliwiał. Konieczne stało się wsparcie farmakologiczne i kiedy spotkałyśmy się z Piotrem pierwszy raz, Frida miała za sobą pierwsze dwa tygodnie na leku, który miał podnieść jej nastrój tak by była w stanie się uczyć.

Odbyłyśmy z Piotrem w sumie 10 spotkań. Jeśli powiem, że na pierwszym nogawka od spodni Piotra miała niemiłą okoliczność z zębami Fridy, a na ostatnim Piotr został wylewnie przywitany, to będzie bardzo mało.

Z mojej strony:
- nauczyłam się, jak reagować w określonych sytuacjach, jak im zapobiegać, jak pracować z psem tak, żeby umożliwić mu sukces i nie stawiać go w zbyt trudnym położeniu.
- zrozumiałam się, że czasem trzeba spędzić miesiąc na tym samym trawniku, ucząc się cierpliwie jakiegoś zachowania, jakiejś umiejętności, po to, żeby później stopniowo opuszczać ten bezpieczny trawnik i wysunąć nos o kilka metrów dalej - i tam spróbować powtórzyć wyćwiczone zadanie.
- nauczyłam się obserwować psa, oceniać poziom jego stresu (czy to jeszcze dyskomfort, czy już panika?), nie wymagać za dużo, zapobiegać sytuacjom, w których mógłby nie dać sobie rady.
- nauczyłam się wyciągać z tych obserwacji wnioski i dostosowywać do nich sposób spędzania czasu na spacerach, ich długość, intensywność (spacer na łąkę nie musi trwać godziny, czasem 20 min. to najlepsze rozwiązanie!). Przy okazji - nie do wiary, ale zwykłe siedzenie na ławce i spokojne obserwowanie ludzi było dla psa tak męczące, że po powrocie z takiego emeryckiego spacerku, zasypiał jak kamień :).
- nauczyłam siebie i psa różnych rzeczy, które pozwoliły nam w miarę normalnie funkcjonować - przejść przez ulicę, minąć grupkę ludzi, zignorować innego psa, wejść na klatkę schodową.
- nauczyłam się, jak budować zaufanie psa i jego wiarę w to, że sobie poradzi.
- i last but not least - nauczyłam się, jak prawidłowo trzymać smycz i podawać smakołyki :)

Ze strony Fridy:
- nauczyła się, że w trudnej sytuacji warto podążać za mną, bo ja zapewnię jej bezpieczną drogę, dzięki której uniknie przykrego spotkania - czy to z psem, czy z człowiekiem.
- nauczyła się, że warto mi zaufać i że nie musi sama podejmować decyzji, jeśli sytuacja ją przerasta.
- nauczyła się, że są inne wyjścia niż tylko rzucanie się do ataku. Zrozumiała, że nawet na tym okropnym osiedlu można tropić piłkę i nic jej nie zabije. Spacery, nawet te tylko po osiedlu, zaczęły jej sprawiać przyjemność.

Od ponad dwóch miesięcy Frida nie bierze już selegiliny. Drżałam trochę, czy po jej odstawieniu problemy nie wrócą. Ale nie. Jest coraz lepiej. Okazało się, że wypracowane z pomocą Piotra zachowania, są dobrze utrwalone. Oczywiście mamy dni lepsze i gorsze, Frida nigdy nie będzie przyjacielem wszystkich, nie będzie miejskim psem, bywalcem ogródków kawiarnianych. Ale nie musi, jest po prostu sobą. Moim celem było żeby tam, gdzie musi żyć, żyło jej się łatwiej i żeby miała z tego życia więcej radości. Życie w strachu jest nie do zniesienia - dla każdego, nie tylko psa. Myślę i przede wszystkim widzę na co dzień, że ten cel został już osiągnięty i będzie coraz lepiej.

Praca z psem, który się boi i który przejawia zachowania agresywne wobec ludzi, jest dla przewodnika bardzo trudna emocjonalnie. Dlatego tak ważne jest oparcie w kimś, do kogo można mieć zaufanie, kto w tym, co wydaje się katastrofą, widzi po prostu problem do rozwiązania - a jego wiedza pozwala znaleźć to rozwiązanie.

Współpracę z Piotrem - jego cierpliwość i spokój, uważne obserwowanie psa i człowieka (tak, to było bardzo ważne!), szukanie rozwiązań zamiast krytykowania, jasne tłumaczenie każdego ćwiczenia, a przede wszystkim pokorę i umiejętność dopasowania swojej wiedzy i doświadczenia do psa, a nie na odwrót - mogę polecić każdemu. To buduje motywację do pracy, mimo nieuchronnych "dołów" po drodze. A jak wiadomo motywacja rodzi sukces :).

Magda Romańska & Frida
© DOGadajcie się
projekt: Hania Jankowska-Lekszycka