Szkolenie psów Warszawa - DOGadajcie się - opinie
o szkole oferta galeria kontakt

Magdalena Mojska-Sadowska i Amy

Amy to pierwszy psiak, który zamieszkał ze mną pod jednym dachem. Przyjechała z drugiego końca Polski i od początku miała zaplanowaną świetlaną przyszłość - towarzyszenie mi w pracy terapeutycznej. Bo jak tu być pedagogiem specjalnym, mieć psa i nie prowadzić dogoterapii?
O ile w pracy zawodowej odnajdywałam się bardzo dobrze, to o temperamentach psów i ich szkoleniu wiedziałam niewiele. Wydawało mi się, że pół roku wystarczy, by rozpocząć realizację mojego planu. I wtedy trafiłyśmy pod skrzydła Grześka...

Zaczęła się wspaniała przygoda z pozytywnym wzmacnianiem. Pilnie uczyłyśmy się siadania, warowania, chodzenia na luźnej smyczy, różnych sztuczek. Jeżdżenie co 2 tygodnie ponad 100 kilometrów, żeby poćwiczyć i dostać wskazówki do pracy sprawiało mi dużą frajdę. No i jeszcze edukacja na odległość - Grześ w swoich mailach odpowiadał na wszystkie moje wątpliwości, a tych czasami bywało sporo...
Amy z właściwą sobie żywiołowością podchodziła do coraz to nowych zadań, sztuczki to było coś, co tygrysy polubiły najbardziej. Największy problem miałyśmy ze spokojnym chodzeniem na luźnej smyczy, zostawaniem, witaniem się z ludźmi, mijaniem innych psów. Bywały dni, że mały listek fruwający na wietrze powodował gwałtowne wyskoki Amy, a ja na drugim końcu smyczy z trudem utrzymywałam równowagę. Do dziś bywają lepsze i gorsze dni, ale dzięki wskazówkom radzimy sobie.

Nie mam czekoladowego aniołka, choć taki na początku był mój cel. Mieszka ze mną pies, któremu fiołki kwitną w głowie i ciągle mnie zaskakuje swoimi pomysłami. Spotkania na placu szkoleniowym dały mi coś znacznie więcej. Przede wszystkim pozwoliły mi zrozumieć swojego czworonoga i nauczyły odpowiednio reagować w sytuacjach, które go przerastają. Wiem, jak zaplanować wspólne spacery, by były dla nas obu przyjemnością, ile mogę wymagać od Amy w różnych miejscach, a przede wszystkim jak się wspólnie dogadać :)
A dogoterapia? Pracowałyśmy do tej pory tylko z jednym dzieckiem, gdzie mój mały podopieczny był motywowany do posługiwania się mową. I rewelacyjnie to wyszło. Ale tylko dlatego, że wiedziałam, jak zapewnić maksymalny komfort wszystkim uczestnikom zajęć łącznie z tym kudłatym.
A Grześkowi bardzo dziękuję, że nauczył mnie patrzeć na świat oczami psa... I mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy, by wspólnie poćwiczyć :)

Magda i Amy
© DOGadajcie się
projekt: Hania Jankowska-Lekszycka