Szkolenie psów Warszawa - DOGadajcie się - opinie
o szkole oferta galeria kontakt

Małgosia Warzecha i Fifi

Przypuszczam, że większość ludzi żyjących z psem wykazującym agresywne zachowania i nie do końca przystosowanym do życia zarówno wśród ludzi, jak i zwierząt, odbywa podobną "pątniczą" drogę wyściełaną tonami bardziej lub mniej mądrych książek i poradników, wskazówek rodziny, sąsiadów i przyjaciół. Wreszcie nadchodzi chwila prawdy i szczerości przed samym sobą, kiedy trzeba przyznać się do faktu, że to co można było zrobić samemu już się wyczerpało a po resztę trzeba zgłosić się do kogoś bardziej doświadczonego (mimo wcześniejszego wychowania gromadki piesków, kotków, chomików, kóz, żółwi i morskich świnek w liczbie sztuk kilku). Dla nas właśnie w tym miejscu zaczęły się największe schody. Jakimś szyderczym zrządzeniem losu natrafialiśmy na pseudo fachowców zarówno w zakresie szkolenia, jak i behawioru.

Ogromną porażką okazało się pierwsze szkolenie, na które wybraliśmy się do jednej z warszawskich "pozytywnych" szkół, a które poczyniło chyba największe spustoszenie w naszych organizmach. Wiedzieliśmy, czego chcemy, przerobiliśmy fazę wstępną sprawdzając opinie, program szkolenia, umawiając się na ewentualną zamianę szkolenia grupowego na indywidualne, sprawdzając czy szkoleniowiec ma doświadczenie w prowadzeniu psów po schronisku i przeżyciach traumatycznych. Wydawało się, że zrobiliśmy niemal wszystko, a jednak nie, nie przewidzieliśmy, że zostaniemy z uśmiechem na ustach okantowani, a wszelkie wstępne ustalenia dla szkoleniowców zupełnie nic nie będą znaczyć. Jakie było nasze zdumienie, kiedy już po kilku pierwszych zajęciach, niemal tuż po wpłacie pieniędzy grupa z kilku psów urosła do kilkunastu, a im dłużej szkolenie trwało, tym więcej psów przybywało. Nagle znaleźliśmy się w grupie, gdzie na placu przebywało grubo ponad dwadzieścia psów, trochę więcej ludzi i jedna pani trener mająca ogarnąć to całe zamieszanie (nic dziwnego, że zdarzały się tam pogryzienia). Szkoła deklarująca posługiwanie się metodami pozytywnymi bez zmrużenia oka akceptowała kolczatki i dławiki, a w ramach pozytywnego wzmocnienia pani trener wpychała, co krnąbrniejszym pieskom, smakołyki na siłę, niemal do gardła (wymioty i przerażenie dręczonych zwierząt mówiły same za siebie). Celowo nie operuję tu nazwą szkoły, nie chcę robić jej reklamy, bo najwyraźniej jest jeszcze sporo "psiarzy" preferujących awersyjne metody szkolenia podszyte pseudo pozytywnym wzmocnieniem, inaczej przybytki te już dawno straciłyby rację bytu. Podobnej maści szkoleniowców przerobiliśmy jeszcze ze dwóch, ale wyczuleni poprzednimi doświadczeniami z wdziękiem żegnaliśmy się z nimi dalej szukając pomocy.

Nadszedł czas na behawiorystów, którzy posługując się wyświechtanymi frazesami, mieli mgliste pojęcie o szkoleniu, a właściwie nie mieli go wcale. Za to bez zbędnych oporów i z dużą przyjemnością przypisywali pieskowi coraz to wyższe dawki leków. Jeśli chodzi o program szkoleniowy, to wystarczy wspomnieć, że podstawową rzeczą było zakupienie książki i jej przeczytanie i na tym cała operacja kończyła się. Bez zawracania sobie głowy tym, jak tę wiedzę książkową dostosować do naszej sytuacji. Innym ulubionym sposobem na pieska było, cytuję: "jeśli pies się boi np. wystrzałów, dźwięków, człowieka lub w każdej innej sytuacji, szybko i zdecydowanie powalamy go na grzbiet, dociskając z całej siły do podłogi własnym ciałem" - ot taka to metoda szkoleniowa pt. lekarstwo na wszystko. Nawet nie chce mi się mnożyć więcej przykładów, bo zaczyna mnie od tych wspomnień boleć głowa. Niestety faktem jest, że żaden ze wspomnianych behawiorystów nie zadał sobie trudu i nie sprawdził nas w "akcji", czyli na czym nasz problem polega, jak się objawia i takie tam dyrdymałki.

Właściwie już z lekka zrezygnowani, ale jeszcze z tlącą się nadzieją trafiliśmy do "Dogadajcie się". Z dużą rezerwą i czujnością obserwowałam Piotra zadającego nam szereg pytań i przelewającego na papier swoje spostrzeżenia oraz nasze relacje. "Podszyta" stresem poprzednich doświadczeń obserwowałam jego podejście do naszego "potworka" i sposób, w jaki zwracał się do niego i do nas. W głowie paliła się jednak jeszcze jakaś lampka oczekująca na fałszywy gest lub potknięcie. Zanim się spostrzegłam Piotr rozrysowywał na tablicy schemat obrazujący przyczynę jednego z naszych niepowodzeń. Po czym zaprosił kundla do zabawy próbując rozeznać się w jego zachowaniach. Nieświadoma tego, co za moment nastąpi, a mająca przed sobą żywy dowód w postaci własnego nadreaktywnego psa, który mimo obcego człowieka i otoczenia leży obok nas jakimś cudem rozluźniony i z roześmianym pychem, myślałam tak to jest to miejsce, tutaj zostaniemy. Gdy nagle usłyszałam, że za kilkanaście minut mamy spotkanie z innym psem na okoliczność obserwacji agresywnych zachowań naszego pupilka na żywo, w stereo i kolorze - zachłysnęłam się profesjonalnym podejściem do sprawy i naszym szczęściem, że nareszcie udało nam się trafić pod właściwy adres.
Po tym wszystkim nastąpiły sesje szkoleniowe, początkowo wyczerpujące, ale niezwykle owocne i pełne atrakcji. Przekonaliśmy się, że są ludzie, którzy wykonują swoje powinności zawodowe rzetelnie i starannie, potrafią się zorganizować i pomagać z dużym zrozumieniem i zaangażowaniem. Myślę, że głównym motorem ich sukcesów szkoleniowych, które rzecz jasna przelewają na kursantów jest autentyczna i niekłamana miłość do zwierząt, do tego co robią oraz nieustanne doskonalenie własnego warsztatu.
Może kogoś dziwić, że piszę tu takie słowa, ale fakt jest taki, że to nikt inny, jak ludzie biednego Fifkę "popsuli", potraktowali jak przedmiot, usunęli ze swojego życia, wypchnęli do schroniska, zrobili z niego tarczę strzelniczą, po czym zwierze znalazło się znowu wśród ludzi, z którymi musiało nauczyć się żyć i zaufać. To sytuacja bardzo trudna i wymagająca niezwykłego wyczucia oraz ciężkiej i mozolnej pracy kroczek po kroczku. Pewnie, że wielu jest trenerów i behawiorystów w Warszawie, my o tym doskonale wiemy, bo zapukaliśmy do niejednych drzwi, ale tylko tutaj zrozumiano nasz problem i nie przestraszono się tej ciężkiej pracy.
To co mnie osobiście ogromnie odpowiada, to fakt, że w każdym ćwiczeniu, które wykonujemy uwzględniane są nade wszystko dobro, bezpieczeństwo i potrzeby naszego psa, a także psa "partnerującego", który pomaga podczas szkolenia. Przykładanie wagi do tego, aby sam proces szkolenia był miły, przyjemny i przynosił obopólną frajdę to wizytówka tutejszych trenerów, a jednocześnie świetne narzędzie wzmacniające. Pies traktowany jest jak pełnoprawny i równorzędny uczestnik zespołu, co w znaczący sposób przekłada się na jakość i efekty wspólnej pracy i zabawy. Ogromną zaletą Piotra jest wyjątkowy zmysł obserwacji i umiejętność przekazania własnych spostrzeżeń. Od samego początku Piotr zwracał baczną uwagę nie tylko na sygnały i emocje Fifiego, ale również na naszą mowę ciała lustrując i korygując nas, co przyniosło świetne rezultaty.
Sama forma spotkań ma charakter partnerski, co sprzyja komunikacji i wymianie zdań. Nasze szkolenie jest stricte dopasowane do potrzeb naszego psa uwzględniając pracę nad jego zahamowaniami, nadreaktywnością i wybuchami agresji. Poziom naszych umiejętności socjalnych i szkoleniowych w kontakcie z futrzakiem poprawił się w sposób zauważalny i oczywiście vice versa. Nasi znajomi i sąsiedzi często żartują posądzając nas o podmianę psa, a to dla nas jedno ze świadectw, jak wiele zmieniliśmy na lepsze. Możliwe, że pewnych problemów nie przeskoczymy, bo nie będzie ich można przepracować z potworkiem na 100%, ale nie jest to teraz aż takie ważne, ponieważ otrzymaliśmy potężne narzędzie w postaci umiejętności wyłapywania zwiastunów poprzedzających agresywne zachowania u naszego pupila. I co ogromnie ważne nauczyliśmy się niemal bezbłędnej reakcji własnej na te sygnały.
Nie potrafię tu wymienić wszystkich ludzi i piesków, którzy biorą czynny udział w naszej resocjalizacji i szkoleniu, ale jesteśmy im bardzo wdzięczni za poświęcony czas, wyrozumiałość, ogromne zaangażowanie i merdanie ogonkami. Kochani dwu i czteronożni, wszystkim razem i każdemu z osobna bardzo Wam dziękujemy i uważamy, że bez Was nie byłoby naszych sukcesów.

Małgosia i Fifi
© DOGadajcie się
projekt: Hania Jankowska-Lekszycka