Szkolenie psów Warszawa - DOGadajcie się - opinie
o szkole oferta galeria kontakt

Jacek, Ania i Fuga

Fuga jest naszym drugim berneńczykiem. Poprzednia sunia, przeżywszy szczęśliwie niemal 11 lat, nigdy nie miała okazji uczestniczyć w szkoleniach i do końca swoich dni pozostała "kochaną ciamajdą". Do udziału w kursie "Dogadajcie się" zostaliśmy zachęceni przez naszą Panią Weterynarz, która sama mając labradora wiedziała co znaczy nieposkromione kilkadziesiąt kilo psiej miłości. Pomimo obaw, czy szkolenie szczeniaka (w momencie rozpoczęcia kursu Fuga miała dokładnie 3 miesiące) ma sens, podjęliśmy wyzwanie. Można się zdziwić, ale to szkolenie nie jest tylko dla psa. Ono jest w równej (jeśli nie większej) mierze dla właściciela. To on właśnie, nawet jeśli wydaje się mu, że jest "doświadczony", zwykle nie ma pojęcia, jak odczytywać sygnały okazywane przez psa, jak porozumieć się z nim, by chciał nas słuchać, czy wreszcie jak go przekonać, by w każdej sytuacji to zwierzak podążał za nami a nie na odwrót. Tego właśnie nauczyliśmy się od Grzegorza, Piotra, Jakuba i innych osób współpracujących z Nimi i to jest fundament w pracy z naszym czworonożnym towarzyszem, za zbudowanie którego najserdeczniej dziękujemy! Każde zajęcia to niesamowita radocha dla psa i ogromne zdumienie właściciela, jakie można osiągnąć rezultaty w pracy nad jego podopiecznym jeśli tylko ktoś pokaże, jak nim mądrze pokierować. Jest też dużo śmiechu, a "terenowy" plac ćwiczeń, który spokojnie można nazwać malutkim parkiem, sprawia, że żaden z uczniów, nawet po godzinie treningu, nie jest zmęczony do nieprzytomności. Myli się jednak ten, kto oczekuje, że samo jeżdżenie na zajęcia zrobi z naszego szalonego czworonoga posłusznego baranka. Szkolenie to praca przede wszystkim nad samym sobą, nad systematycznością, nad nawiązywaniem więzi z psem, codziennymi rytuałami i konsekwentnym przekazywaniem mu, czego od niego chcemy. Jeżeli jesteś w stanie sprostać temu zadaniu nawet nie zauważysz, kiedy Twój pies na spacerze (obowiązkowo na luźnej smyczy!)nagle przestanie zbierać śmieci z trawnika, spokojnie minie innego psa, z opanowaniem przyjmie gości w domu, czy wreszcie, nieco prozaicznie, bez zbytniego proszenia usiądzie, będzie warował, czy grzecznie odmaszeruje na swoje miejsce. Nie będzie do tego nigdy potrzebny podniesiony głos, kolczatka czy elektroniczna obroża, lecz odpowiednio "zastosowany" smakołyk, łagodny głos, gwizdek i kliker - Twoje nowe narzędzia "tresury". Bezstresowej, pogodnej, opartej na porozumieniu i "Dogadaniu się".

Zdecydowanie rekomendują Jacek, Ania i Fuga, lipiec 2012 r.
© DOGadajcie się
projekt: Hania Jankowska-Lekszycka